Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline new york. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline new york. Pokaż wszystkie posty

2018/09/05

KOSMETYCZNE NOWOŚCI SIERPNIA - ZAKUPY/ PREZENTY/ DARY LOSU

Nawet nie wiem jak to się stało, że już jest wrzesień. Przeprowadzka, pierwszy miesiąc w nowej pracy... Mam wrażenie, że jeszcze do końca się nie przestawiłam na nowy tryb życia =) Jednak nie ma co marudzić - przechodzimy do działania i regularnych postów na blogu =)

A nowy miesiąc nie może się obejść bez wpisu o nowościach =) W sierpniu, oprócz niemałych zakupów w Drogerie Markt, dotarła do mnie jedna paczka ambasadorska. Zapraszam Was więc na szybki przegląd nowości, jakich używam bądź będę używać w najbliższej przyszłości =) 

2018/06/06

PROJEKT DENKO - MAJ 2018 / CZYŻBY KOLORÓWKA?!

W maju zdecydowanie więcej mi przybyło [KLIK], niż ubyło, ale najwyższa pora oficjalnie rozliczyć się z zeszłym miesiącem =) 


Już sama miniatura odwzorowuje moją nieustającą walkę o systematyczność, ale to na szczęście nie wszystko, co udało mi się opróżnić w maju. Dlatego zapraszam - zajrzyj do dalszej części wpisu i razem ze mną pożegnaj majowe, kosmetyczne śmieci =D



Maj rozpoczął się Nam piękną, słoneczną majówką, którą wraz z rodziną spędziłam w malowniczym Gródku nad Dunajcem. Oczywiście przyjechałam z większą liczbą kosmetyków [KLIK], niż wyjechałam. 


Miniatura szamponu i odżywki do włosów z Alverde sprawdziły się aż za dobrze. Włosy były oczyszczone, miękkie i delikatnie odbite od nasady. Dzięki odżywce pięknie lśniły i łatwo się rozczesywały. Niestety, włosy były tak nawilżone i śliskie, że każda gumka do włosów z nich zjeżdżała =D 

W maju wzięłam się również za naturalne żele pod prysznic od Greenfrog Botanic. Jak zobaczycie po następnych zdjęciach, zużyłam oba zachomikowane opakowania =) Żel miał piękny, delikatnie męski zapach (geranium i mięta pieprzowa) i nie pienił się zbyt mocno. Dobrze oczyszczał i pozostawiał skórę nawilżoną. Można wręcz powiedzieć, że koił skórę po słonecznych kąpielach =) 


Największym sukcesem maja jest zużycie do cna węglowego mydła od Mohani [KLIK]. Początkowo używałam go jedynie do mycia twarzy, gdzie sprawdzał mi się genialnie. Nic dziwnego, że znalazł się w ulubieńcach lutego [KLIK]. Jednak taka forma była zdecydowanie zbyt oszczędna, a mydła praktycznie nie ubywało. Żeby zapobiec jego zepsuciu, zaczęłam myć nim całe ciało i powiem Wam, że świetnie mi się sprawdzało. Skóra wcale nie była taka piszcząco czysta, jak w przypadku twarzy. Polecam jednak zaopatrzyć się w jakąś rękawicę lub gąbkę - tak długi kontakt rąk z oczyszczającym mydłem potrafi nieźle dać im w kość =D 

Do kosza powędrował też dezodorant w sztyfcie od Fa. Chociaż dobrze chronił i nie brudził ubrań, to nie mam najmniejszej ochoty spotykać się z nim ponownie. Sztyft nieestetycznie rozjeżdżał się na brzegach opakowania, brudząc je - koszmarnie to wyglądało i nie mam ochoty oglądać tego ponownie. Aż odechciewało się brać coś takiego do ręki, chociaż czyściłam i wycierałam w zasadzie po każdym użyciu. 


Z ogromną ulgą wykończyłam butlę toniku antyoksydacyjnego od Ziai [KLIK]. Jako dodatkowy nawilżacz do twarzy spisywał się nieźle, jednak miał niebywałą zdolność do podrażniania moich oczu, co kompletnie mi w nim nie leżało. Z tego, co widziałam po komentarzach, większość z Was takich problemów nie miała, a ja sama wcześniej też na żaden tonik tej marki się nie nacięłam. No cóż... Nie polubiliśmy się =) 

Setka już butelka dwufazowego płynu do demakijażu wrażliwej skóry od Mixa [KLIK]. Jedyny w swoim rodzaju, najlepszy i niezastąpiony. Zresztą sami widzicie, że nie mam najmniejszej ochoty na szukanie nowości w tej kategorii. Po prostu lepiej się nie da, a kolejne opakowanie jest już w użyciu!

Zostałam też zmuszona do wyrzucenia opakowania po płynie micelarnym od Vianka [KLIK]. Samego płynu zostało mi jeszcze jakieś 50 ml, ale opakowanie niestety nie przeżyło upadku z wysokości i nakrętka się potłukła. Sam płyn jest świetny i obecnie służy mi głównie jako tonik w butelce z atomizerem. 


Brnąc dalej w pielęgnację twarzy, udało mi się zużyć jeszcze jeden produkt do oczyszczania cery. Krem myjący od Bee Good [KLIK] okazał się być kompletną klapą, bo zamiast do demakijażu, nadawał się jedynie do porannego mycia. Trochę szkoda, bo liczyłam na to, że odmieni on moje nastawienie do tego typu produktów. 

W majowym śmietniku pojawił się też kultowy krem do cery tłustej od La Roche-Posay [KLIK]. Strasznie się cieszę, że mogliśmy się poznać chociażby przez tą miniaturową wersję. Tak znane i zachwalane produkty zawsze budzą we mnie wewnętrzną potrzebę testowania. Niestety na mojej cerze ten krem większego wrażenia nie zrobił i sama określiłabym go jako przeciętny. 

Ostatnim produktem z tego zdjęcia jest serum z liposomalną witaminą C od Delia Cosmetics [KLIK]. Dla mnie prawdziwy sztos! Bardzo delikatne, nieinwazyjne, a jednak dające niesamowity efekt zdrowej, rozświetlonej skóry. Dlaczego sprzedają to w tak małych opakowaniach?! 


Wykończyłam też dwie bazy pod makijaż. Pierwsza pochodzi od Bielendy [KLIK] i była przede wszystkim nawilżająca. Delikatnie maskowała zaczerwienienia, miała formę designerskich perełek i fajnie doładowywała skórę składnikami nawilżającymi. Na krótsze wyjazdy brałam ją zamiast kremu czy serum =) Natomiast drugi egzemplarz pochodzi z Wet n Wild [KLIK] i był moim klejem do podkładu. Baza naprawdę nieźle przytrzymywała podkład w kłopotliwych miejscach, czyli dla mnie tam, gdzie skóra styka się z oprawkami okularów. Gdybym nie miała nic o podobnym działaniu, z pewnością miałabym już drugie opakowanie. 

Z czystej przyzwoitości pożegnałam też dwa opakowania tuszu do rzęs. Oba sprawdzały mi się naprawdę dobrze, jednak były otwarte już zdecydowanie zbyt długo. O efektach, jakie dają te tusze możecie poczytać w osobnym poście: Collistar [KLIK] i Maybelline [KLIK]


Wśród majowych śmieci znalazło się też coś do pielęgnacji ciała. Dwa kremy do rąk - jeden od Balea, który służył mi również jako balsam do ciała spisywał się nieźle, chociaż gdyby tak intensywnie nawilżał, jak pachniał to byłby z pewnością hitem wszech czasów. Drugi pochodził od Kafe Krasoty i zgodnie z oczekiwaniami [KLIK], skradł moje serce. Idealny krem do torebki, który mimo małych rozmiarów ma wielką moc. Świetnie nawilżał i wchłaniał się w mgnieniu oka. Z pewnością nie był to mój ostatni krem tej marki.

Krem do stóp to u mnie nowość =D Z reguły smaruję je balsamem do ciała bądź kremem do rąk (bądź próbkami kremów, w sumie wszystko co kremowe nada się do tego celu =P). Ten egzemplarz zgarnęłam razem z wygraną w konkursie u Kasi [KLIK] i cieszę się, że miałam okazję potraktować stopy czymś dla nich dedykowanym. Krem rzeczywiście zmiękczał skórę, ratował suche pięty, ale raczej ponownie się nie spotkamy. Konsystencja tego kremu, a raczej gęstej maści, na samo wspomnienie wywołuje u mnie ciarki =D


Zużyłam paczkę węglowych chusteczek micelarnych [KLIK] i przyznaję, że bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Przez to też nie ma w tym denku żadnego płynu micelarnego (oprócz Vianka, w którym zepsuła się nakrętka). Nie zmienia to jednak faktu, że płatki kosmetyczne po prostu muszą się pojawić w tym zestawieniu, bo inaczej nie byłoby to denko =) 


Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć całego wachlarza maseczek. O każdej z nich pojawił się osobny post, więc jeżeli jesteście zainteresowani recenzją, zapraszam tutaj: Balea [KLIK], Vianek i Bielenda [KLIK], Tencel Body Club [KLIK]

No... To już by było na tyle. Szczerze mówiąc, w denkowym kartoniku robiło to większe wrażenie, niż na tych kilku zdjęciach. Pozostaje mieć nadzieję, że czerwcowe denko będzie nieco bardziej obszerniejsze, a już coś tam w tym kartoniku zalega =D 

Pozdrawiam Was Gorąco!
SnuKraina =) 

2018/02/28

TOP 5 MIESIĄCA - ULUBIEŃCY KOSMETYCZNI LUTEGO 2018

Witajcie Kochani!
A co to dzisiaj mamy? Ostatni dzień lutego? =D W takim razie najwyższa pora na kosmetycznych ulubieńców tego jakże mroźnego okresu! 


Jak zwykle mamy coś z pielęgnacji i mamy coś z kolorówki. Chociaż w lutym stawiałam głównie na to pierwsze, to o tych cudownych pomadkach nie mogłabym nie wspomnieć =) 

2018/02/15

MAYBELLINE NEW YORK - SUPER STAY MATTE INK/ NAJBARDZIEJ TRWAŁA POMADKA NA RYNKU?!

SUPER STAY MATTE INK
MAYBELLINE NEW YORK


Wczoraj były walentynki, to może pociągnijmy ten miłosny temat. Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić moje ostatnie odkrycie, największą miłość, generalnie hit ostatnich tygodni w kategorii makijaż ust. Za co pokochałam te matowe pomadki, mając w Polsce miliony innych? 

2017/12/18

TUSZE DO RZĘS #2 - MAYBELLINE NEW YORK x3!

Witajcie Kochani!
Jakiś czas temu opublikowałam na blogu pierwszy wpis na temat używanych przeze mnie tuszy do rzęs. Odnośnik znajdziecie tutaj: [KLIK]. Myślę, że najwyższa pora na część drugą maskarowych zmagań =) 


W dzisiejszym zestawieniu zmierzą się produkty tylko jednej marki: Maybelline New York. Do koszyczka trafiły dwa tusze wodoodporne oraz jeden tradycyjny, nie odporny na działanie wody. Jak mi się sprawdziły? Przekonajcie się w dalszej części wpisu =) 

2017/11/30

ULUBIEŃCY MIESIĄCA - LISTOPAD 2017

Witajcie Kochani!
Aby tradycji stało się za dość - po denku powinni pojawić się ulubieńcy =) Nie ukrywam, że miałam straszny problem, żeby wybrać te kilka produktów, bo listopad minął mi pod znakiem denkowania produktów, a nie testowania nowości. Dlatego w listopadzie będzie bardzo skromnie - w końcu nie ma co oszukiwać, że podobało mi się coś więcej =)


Także zapraszam na kilka słów o produktach, po które w listopadzie sięgałam z ogromną chęcią.

2017/10/10

MAYBELLINE NEW YORK - PODKŁAD FIT ME! MATTE + PORELESS

FIT ME!
- MATTE + PORELESS -
MAYBELLINE NEW YORK


Chociaż jestem po uszy zakochana w podkładzie HD Liquid Coverage od Catrice, to jednak cały czas kusi mnie testowanie nowości. W końcu nic nie jest niezastąpione =) Podkład Fit Me! towarzyszy mi od maja, a mimo to cały czas jest dla mnie ogromną niewiadomą - dlaczego? Zapraszam na wpis =)