2019/11/26

BASICLAB DERMOCOSMETICS - OCHRONNY KREM NA ZIMĘ DLA CAŁEJ RODZINY

KREM NA ZIMĘ 
- GAMA FAMILLIAS -
BASICLAB DERMOCOSMETICS


Zimowa pielęgnacja skóry, odkąd w ogóle zaczęłam się interesować pielęgnacją, była dla mnie tematem ciężkim do ogrania. W końcu jest tyle czynników, na które trzeba zwrócić uwagę! W końcu kremy stosowane zimą powinny nie tylko nawilżać, ale też chronić skórę przed wiatrem i mrozem. Odżywiać i wspomagać jej regenerację, a przy tym nie być zbyt ciężkie. A przynajmniej nie tak, by skóra wyglądała tłusto, a z czasem zaczęła zmagać się z niedoskonałościami. Z pewnością znajdzie się jeszcze kilka innych, równie pożądanych cech, a ich lista będzie zmieniać się wraz z preferencjami użytkowniczek, jednak ostatnio odkryłam coś, nad czym naprawdę warto się zastanowić! 


Obietnice producenta:

Lipidowy krem ochronny na zimę zabezpiecza skórę przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, tj. wiatr czy mróz. Krem zawiera aż 97% składników naturalnych i może być stosowany od 1 miesiąca życia. Dzięki ultra bogatej formule bazującej na kompleksie 7 olejów: z oliwek, lnianego, macadamia, kokosowego, słonecznikowego, arganowego i z awokado, krem odżywia i regeneruje wysuszoną skórę zapewniając naturalną barierę ochronną. Pantenol łagodzi podrażnienia. Alantoina oraz trehaloza zmiękczają i wygładzają przesuszoną, szorstką skórę. Krem bezzapachowy. 

Cena: +/- 25,00zł/ 75 ml. 

Skład:

 

Moje wrażenia:

Krem zamknięto w poręcznej, niewielkiej tubie wykonanej z miękkiego plastiku. Świetne rozwiązanie, które sprawdzi się nie tylko w warunkach domowych, ale również jako element wyposażenia torebki, wakacyjnego bagażu czy podręcznego plecaka. W końcu krem ochronny, niczym krem z filtrem, niejednokrotnie wymaga od nas powtórzenia aplikacji, szczególnie podczas długich, zimowych spacerów czy śnieżnych szaleństw na nartach, łyżwach czy innym snowboardzie. =) 

Gwiazda dzisiejszego wpisu mogłaby być niemal tematem tabu - w końcu pewnie niejeden z Was, kochani czytelnicy, unika zimowego kremu ochronnego jak ognia. Wcale się nie dziwię, bo sama mam nienajlepsze wspomnienia z dzieciństwa, kiedy mama kazała mi się smarować czymś niezwykle lepkim i tłustym. Pamiętam, że nie wchłaniało się to najlepiej, moja twarz wyglądała jak oblana olejem, a po dłuższym kontakcie z takim specyfikiem moja skóra buntowała się, serwując mi wysyp niedoskonałości. Stąd też moje sceptyczne podejście do kremu, który trafił w moje ręce podczas ostatniej kampanii organizowanej przez portal Ambasadorka Kosmetyczna


Dlatego też moje pierwsze kontakty z tym kremem były niezwykle ostrożne - najpierw sprawdziłam go jako krem do rąk. Muszę przyznać, że już tutaj pozytywnie mnie ten gagatek zaskoczył, ponieważ wcale nie był przeraźliwie tłusty, a na dodatek wchłonął się zaskakująco szybko. Zostawia na skórze delikatnie wyczuwalną warstewkę ochronną, jednak w odczuciu jest ona bardziej aksamitna, niż lepka, a dłonie nie pozostawiają tłustych śladów! Wiecie, jak ten krem pięknie nawilża i wspomaga regenerację? Jeszcze do niedawna zmagałam się z suchymi, poszarpanymi skórkami dookoła paznokci, jednak odkąd sięgam po ten krem - problem zniknął! 

Tak pozytywne pierwsze wrażenie nie mogło obyć się bez echa - zaczęłam testować dalej. Suche łokcie i pięty odeszły w zapomnienie. Skóra nareszcie stała się miękka i gładka, a to wszystko bez złuszczających maseczek i tygodnia obłażenia ze skóry! Nie okłamujmy się - testowałam, jednak ciągle nie wychylałam się zza bezpiecznej granicy od szyi w dół =D Ale i ten dzień musiał nadejść... W końcu postanowiłam zobaczyć, jak ten krem będzie wyglądał na mojej twarzy i jakimi efektami mnie zaskoczy! 

Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie jego konsystencja. Jest to bardzo gęsty, bogaty krem o praktycznie bezzapachowej formule. Na twarzy rozprowadza się zaskakująco dobrze, a jak wcześniej spryskacie skórę tonikiem, to już w ogóle śmiga po skórze jak masełko! Bardzo ładnie się też wchłania, jednocześnie nie sprawiając, że skóra się przesadnie błyszczy. Wiadomo - wszystko zależy od ilości, jaką nałożycie, jednak ja polecam nakładać go cienkimi warstwami. Wtedy wszystko ładnie się wchłonie, a ochrona powinna być taka, jak potrzeba, chociaż bez bicia przyznaję - na Alasce go nie testowałam, a sami widzicie, jaką ostatnio mamy zimę. 


Spędzacie zimę w mieście, a nie wyobrażacie sobie opuszczenia murów domu bez makijażu? Posiadaczki skóry suchej nie powinny mieć najmniejszych problemów z jego nałożeniem, przy cerze tłustej nie obędzie się bez poprawki czy dwóch w ciągu dnia. Jednak nie oszukujmy się, skóra skłonna do nadmiernego przetłuszczania się wymaga poprawek nawet i bez ochronnego, tłustego kremu, a przynajmniej moja tak ma. =D 

Na deser zostawiłam sobie coś, czym ten krem rzeczywiście skradł moje serce. Bo same widzicie, że wcześniej jest on po prostu dobrym kremem, który nawilży, odżywi i zregeneruje, jednocześnie nie zapychając porów (poważnie! jestem w szoku!). Co więc sprawiło, że produkt BasicLab Dermocosmetics stał się moim ulubionym produktem na zimę? 

Nie wiem jak jest u Was, ale u mnie nie ma okresu jesienno - zimowego bez uciążliwego kataru. A jak pojawia się przeziębienie, to skóra dookoła mojego nosa przechodzi niebywałe katusze, które najczęściej kończą się podrażnieniem, wysuszeniem i odstającymi skórkami. Ten krem nie tylko regeneruje ten obszar z prędkością światła, doprowadzając go i utrzymując w stanie idealnym, ale też nie podrażnia i nie powoduje pieczenia bezpośrednio po nałożeniu na wrażliwy obszar. Nie bez powodu producent zapewnia, że krem nadaje się do stosowania już od pierwszego miesiąca życia! 

Za możliwość przetestowania zimowego kremu ochronnego marki BasicLab Dermocosmetics
dziękuję portalowi 


Jednocześnie informuję, że każde napisane przeze mnie słowo jest szczerą prawdą, 
której nie da się zmienić za żadne pieniądze =D

Do następnego wpisu!
SnuKraina =)

2 komentarze:

  1. Oj jak ja niemawidziłam kremów ochronnych, którymi smarowala mnie mama. Do tej pory mam uraz z dzieciństwa 🤣. Czytając recenzję nie byłam zaskoczona że jest to dobry produkt. Basiclab ma fajne rzeczy. Za to zaskoczyłam się przy fragmencie że regeneruje okolice wokół nosa. Ja jako alergik notorycznie się z tym zmagam więc czuje się bardzo zachęcona do zakupu 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama byłam zaskoczona, ale po ostatnim napadzie przeziębienia skóra zaczynała się już łuszczyć, a tu po kilku aplikacjach skóra jak nowa, i to bez żadnego pieczenia czy szczypania przy aplikacji 👌

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz i obserwację! Sprawiasz mi tym ogromną przyjemność =) Z wielką chęcią wpadnę też do Ciebie i się odwdzięczę. Nie martw się, z pewnością znajdę drogę =)

P.S. Pamiętaj, że pozostawiając komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.